1210 – MCCX

Kiedyś starszy uczeń spytał mistrza “Mistrzu dlaczego 1210?” mistrz zamyślił się i przez dokładnie tysiąc dwieście dziesięć sekund nie poruszył się, nawet nie mrugnął. Widocznie wpadł w trans, żeby uczniowi odpowiedzieć w pełni, uwzględniając wszystkie aspekty sprawy. Po czym odpowiedział “a dlaczego nie?”.

Ale, że ani ja Mistrzem nie jestem ani Wy nie jesteście moimi uczniami więc odpowiem dokładniej i pozostawiając mniej waszej domyślności. Liczba Tysiąc Dwieście Dziesięć (z Rzymskiego to będzie MCCX) pojawiała się w historii świata bardzo często, jednak z powodów oczywistych ukrywa się jej istnienie. Wikipedia podaje, że w 1210 roku właściwie niewiele się działo, ot kilka walk w Polsce, śmierć chińczyka i w sumie tyle, słowem bardzo spokojny rok. Jednak to wszystko kłamstwo, wprowadzili was w błąd. Błąd tak wielki, że to już właściwie Wielbłąd. Otóż roku 1210 nigdy nie było, ludzie go pominęli, po 1209 nastąpił od razu 1211. A Dla niepoznaki wzięto z 2 wydarzenia z końca 1209 i z dwa z początku 1211 i stwierdzili, że ludzie dadzą się nabrać, że to był 1210. Chcieli zakamuflować tą liczbę, gdyż posiada ona niezwykłą moc, gdy się ma tą liczbę i odpowiednią determinacje to można zmienić całą historię świata. Wiele było przypadków jej używania na przestrzeni wieków.

Pierwszym udokumentowanym przez Homera posiadaczem MCCX był król Troi Priam który bronił się przed wszystkimi wojskami Greków przez dobre dziesięć lat. Jego pierwszy kontakt z nią miał miejsce w młodości kiedy to podróżował po Helladzie. Udało mu się spotkać samego Dionizosa, który wtedy był jeszcze młody, dumny i głupi. Otóż Dionizos wyzwał Priama na pojedynek ale, że przyszły król świetnie władał bronią więc walka zakończyła się remisem. Dionizos będąc pełnym wpływem podziwu (i przedniego wina) postanowił wynagrodzić Priama, dał mu swój prezent od Zeusa. Tym prezentem była tabliczka z wyrytym “MCCX”. Gdyby nie ona to Priam na starość nie obroniłby tak długo Troi, jednakże jak to w takich sytuacjach bywa król stwierdził, że nikt go nie pokona i zaczął się chwalić wszystkim naokoło, że dopóki ma tą tabliczkę Troja będzie trwać. Jak można się domyślić jego najbardziej zaufany oficer gwizdnął ją i uciekł gdy Priam spał. Troja padła przed południem. A ta historyjka o koniu trojańskim została wymyślona później, żeby zatuszować sprawe.

Kolejnym z tych, którzy poznali siłę liczby 1210 był Aleksander III Wielki zwany Macedońskim. Zdobył je podczas marszu na buntujące się Teby w 355 p.n.e. Aleksander zgubił drogę i lekko zboczył z trasy trafiając na jakąś “wioske” (a właściwie 2 chaty, z czego jedna wyglądała jak dom, a druga jak lazaret przerobiony na świątynie). Tam oto syn Filipa od kapłana dowiedział się, że istnieje coś co może mu zapewnić zwycięstwo i ustrzec przed śmiercią, tym czymś była święta relikwia przechowywana w tamtejszej świątyni. Na jego szczęście kapłan był wielkim alkoholikiem i zgodził się za dwa garńce grogu oddać ów artefakt i nauczyć Aleksandra posługiwania nim. Od tamtej pory Aleksander nie rozstawał się z małą kamienną tabliczką z wyrytym na niej “MCCX”. Dopóki ją miał nikt nie był w stanie jemu i jego armii zagrozić. Aleksander był wręcz pijany swoimi sukcesami (a raczej sukcesami tej małej tabliczki), do tego stopnia, że gdy w roku 333 p.n.e. wyrocznia w Egipcie ujawniła Aleksandrowi, że jest synem Zeusa, na prawdę uwierzył, że jest prawie Bogiem. Jednakże nic nie trwa wiecznie, zmarł w 323 p.n.e. mówi się, że albo z powodu alkoholu albo że go otruli. Ale to tylko częściowo jest prawdą, otóż syn Filipa najnormalniej w świecie zgubił tabliczkę, a bez jej mocy te setki kilogramów cyjanku które mu cały czas podawali jego życzliwi podwładni w nadziei, że w końcu zdechnie zadziałały.

Ale Polacy nie gęsi swój los z liczbą 1210 też związali. Dokładniej mówiąc był to Jan III Sobieski “Lew Lechistanu” który to będąc za granicą w latach 1646 – 1648 przypadkiem natknął się w okolicach Antwerpii na stojący pośrodku drogi wóz z zabitymi woźnicą i kilkoma żołnierzami. Ponieważ wydało mu się to dziwne więc zajrzał do wozu i znalazł tam dogorywającego żołdaka trzymającego w rękach jakąś małą tabliczkę. Od niego dowiedział się o niezwykłej mocy 1210, umierający poprosił Sobieskiego, żeby dowiózł ją do Prus. Ale, że Sobieski pruskaów nie lubił więc postanowił zachować ją dla siebie na przyszłość, bo a nóż się przyda. Jak pokazała historia dość szybko się przydała. Pod Wiedniem 12 września roku 1683 Sobieski widząc jak sytuacja jest beznadziejna wykorzystał ją dzięki czemu imperium osmańskie padło.

Kolejnym użytkownikiem 1210 był najmłodszy francuski generał i wielki człowiek Napoleon Bonaparte. Znalazł tą magiczną liczbę w roku 1793 i od razu przyniosła mu zwycięstwo w Tulonie i awans z kapitana na generała brygady. Potem Napoelon często korzystał z jej mocy, dzięki niej doszedł do władzy i tak dobrze mu szła walka. No ale jak się zapewne domyślacie podczas kampanii rosyjskiej Bonaprate stwierdził, że poradzi sobie bez tego (chciał sobie udowodnić, że i sam w sobie jest dość dobry). Jak to się skończyło sami wiecie (500 tys na Moskwę, z powrotem 50 tys) porem i pod Waterloo postanowił nie używać mocy drzemiącej w 1210 co sprawiło, że poniósł totalną klęske. Jednakże cały czas miał przy sobie tabliczkę z “MCCX” co znacząco wydłużyło jego życie, bo jak wam wiadomo na wyspie Św. Heleny truto go regularnie i bardzo dużą ilością trucizny. Gdyby nit ta tabliczka to umarłby w moment, a tak to przeżył lata.

Ostatnim znanym ludzkim użytkownikiem liczby 1210 był Adolf Hitler. Który to w 1933 został Kanclerzem Rzeszy właśnie dzięki tej magicznej liczbie (oraz dużej liczbie Marek, które z jej pomocą zdobył). Kupił ją u Żyda na bazarze za 10 Marek, bo spodobała mu się jej oldskulowość. Potem gdy zrozumiał co dostało się w jego ręce zaczął ją używać odpowiednio i nim się obejrzał już był Kanclerzem. Przez całą II wojnę światową wygrywał jedynie dzięki niej. Gdy w roku 1941 zarządził realizacje planu Barbarossa (atak na Rosję) ktoś mu ukradł MCCX tym samym skazując Adolfa na klęskę. Hitler po tej kradzieży całkowicie oszalał, oskarżał każdego swojego generała o kradzież (a Erwina Rommela [szef Afrika Corps, można powiedzieć, że największy generał w czasie II wojny światowej] szczególnie przez co postawiono go przed wyborem, albo honorowe samobójstwo, albo proces po którym z honoru nic nie zostanie [wybrał samobójstwo]). Niestety nie wiadomo kto podwędził tabliczkę 1210 ani co się z nim potem stało (chociaż biorąc pod uwagę to kto był następnym jej użytkownikiem można się spodziewać, że nie było to nic przyjemnego).

Mniej więcej w roku 1990 tabliczka dostała się w plugawe ręce samego Lucyfera, który to zmielił ją i zmieszał z przednim koniakiem (robionym z dusz najgorszych ludzi). Alkohol ten jak to ma w zwyczaju alkohol dostał się w łapy studenta i studentki, którzy jak to pijani studenci wykorzystali ułatwiające kontakty międzyludzkie właściwości procentów. Owoc tego diabelskiego koniaku narodził się w dziewięć miesięcy później, była to dziewczynka (wiadomo “gdzie diabeł nie może tam babe pośle”). Obecnie jest ona bardziej diabelska niż wszystkie czarty razem wzięte, bardziej sadomasochistyczna i znacznie bardziej optymistyczna. Nawet w Apokalipsie św. Jana jest wspomniana “I otwarła studnię otchłani. I wzbił się ze studni dym jakby dym z wielkiego pieca, a słońce i powietrze zaćmiły się od dymu ze studni. (…) temu, który na nim siedział było na imię Śmierć, a piekło szło za nim;”. Czyli jak widzicie to ona sprawi, że nadejdzie koniec świata (wg niektórych zapowiadany już na 23.12.2012 [aczkolwiek ja byłbym sceptyczny, już tyle razy zapowiadano go, że ja bym bardziej polegał na obserwowaniu czy na świecie nie dzieją się jakieś dziwne rzeczy i na tej podstawie ustalić zbliżający się koniec] więc trzeba dobrze wykorzystać pozostały nam czas).

~ - autor: kaemic w dniu maj 17, 2008.

Odpowiedzi: 3 to “1210 – MCCX”

  1. Świetnie :) Pełen szacun. Ostatni akapit mnie absolutnie rozwalił. :D Ale oczywiście bez danych osobowych na razie :)

    Naprawdę podoba mi się ten artykuł. Brakuje tylko paru przecinków, ale czyta się świetnie ;D Nie czuć długości.

  2. Martika, dzięki, dzięki, dzięki :D męczyłem się nad tym tesktem dłuuuuugo ale chyba warto było (a danych osobowych nie podam nigdy [no chyba, że ta o której jest to kiedyś mi powie, że pozwala]), przecinków może brakować, bo już nie miałem siły czytać tego kolejny raz i szukać gdzie jest przecinek a gdzie nie ma :)

  3. No bracie, brawo, wreszcie twe epickie dzieło ukończone :D Jestem z ciebie dumny :)

Dodaj komentarz